Jak nie organizować wywiadów w Polskim Podziemiu Counter-Strike 2?

Format, który miał należeć do społeczności

Cykl „Stan Podziemia” w mediach Superion od początku wyróżniał się na tle innych materiałów. Nie był to klasyczny wywiad prowadzony według redakcyjnego scenariusza. Jego fundamentem była ciągłość i oddanie inicjatywy uczestnikom. To odpowiadający wskazywał kolejną osobę i zadawał jej pytania, tworząc swego rodzaju łańcuch narracji. To właśnie ta formuła sprawiała, że cykl wydawał się autentyczny. Oddolny. Niezależny. Wszystko rozpoczął Tainz, nominując Pegaha. On następnie wskazał Kruxa a ten skierował swoje pytania do diroxa. Schemat działał. Do czasu.

Dirox otrzymał pytania i — zgodnie z informacjami — udzielił na nie odpowiedzi. Na tym etapie można było zakładać, że cykl będzie kontynuowany zgodnie z pierwotnym założeniem. Tak się jednak nie stało.Redakcja Superion podjęła decyzję o zmianie rozmówcy. Oficjalnym powodem miały być… zbyt krótkie odpowiedzi.

No i do cholery ciężkiej, co z tego? No odpowiedział tak jak odpowiedział, i tak powinno zostać to puszczone w eter. Najwyżej dirox wyszedłby na gbura albo lenia. Umówmy się : w praktyce redakcyjnej takie sytuacje nie należą do rzadkości. Zamiast tego zdecydowano się na radykalniejszy krok. Cykl został w praktyce zresetowany, a nowym rozmówcą wyznaczonym przez redakcję został Husarz (którego pozdrawiamy) ale nie jest on żadną neutralną osobą w tym całym konflikcie, sam pozycjonuje się na zielonej orbicie. Więc jeżeli chcieliście chłopaki już w takie coś się bawić, to mogliście chociaż dać kogoś ze środka, centrum.

Neutralność czy tylko jej wrażenie?

W tym wszystkim pojawia się jeszcze jeden wątek, który trudno pominąć — kwestia neutralności. Superion od dłuższego czasu próbuje sprawiać wrażenie medium stojącego z boku, obserwującego scenę z dystansu. Problem w tym, że nie do końca wiadomo, skąd bierze się ten wizerunek i dlaczego jest podtrzymywany.

Nie jest przecież tajemnicą, że od bardzo dawna współpracują z potocznie zwanym „zielonym discordem”. To właśnie tam powstaje ranking, który Superion regularnie publikuje i promuje na swoich mediach. Trudno też nie zauważyć, że znaczna część partnerstw turniejowych, które pojawiają się na ich platformach, pokrywa się z wydarzeniami wspieranymi przez to samo środowisko.

Oczywiście, sama współpraca nie jest niczym złym. W świecie esportu to codzienność. Każde medium ma swoich partnerów, swoje relacje i swoje zaplecze. Pytanie pojawia się dopiero wtedy, gdy jednocześnie budowany jest obraz pełnej bezstronności. Bo jeśli z jednej strony istnieją wieloletnie powiązania, wspólne projekty i wzajemne wsparcie, a z drugiej podejmowane są decyzje, które wpływają na to, kto dostaje głos, a kto go traci — to naturalne jest, że część społeczności zaczyna się zastanawiać, gdzie kończy się neutralność, a zaczynają relacje. Nie musi to niczego przesądzać. Ale trudno udawać, że nikt tego nie zauważa.

Nie idzie po naszej myśli – zmieniamy kierunek?

Nie wiemy, jakie dokładne realne czynniki zadecydowały o tej decyzji. Nie wiemy, czy chodziło wyłącznie o objętość odpowiedzi, czy również o coś więcej. Można jednak odnieść wrażenie, że redakcja w pewnym momencie mogła stanąć przed wyborem: kontynuować cykl w pełni oddając kontrolę jego uczestnikom albo odzyskać wpływ na jego przebieg.

Czy kierunek, w którym zmierzał łańcuch nominacji, miał tutaj znaczenie? Nie wiemy. Czy może jednak fakt, że na ich stronie zaczynają brylować tylko i wyłącznie rozmówcy kojarzeni z „czerwoną” stroną – czyli konkurencją innego Community z którym zaprzyjaźniony jest Superion? Nie wiemy, ale można się domyślać, że w przypadku formatu publikowanego pod własnym szyldem, kontrola nad jego kształtem pozostaje istotna. Nie zmienia to faktu, że wraz z tą decyzją przerwana została ciągłość, która stanowiła o tożsamości cyklu.

Utracona szansa na wyjaśnienie ważnych tematów

Decyzja ta oznaczała również coś jeszcze — zamknięcie potencjalnej przestrzeni do szerszej wypowiedzi.

Dirox, jako osoba obecna przy wydarzeniach, które do dziś są dyskutowane w społeczności, mógł mieć okazję przedstawić swoją perspektywę. Być może rozwinąć wątki, które wciąż budzą emocje, jak chociażby sytuacja związana z Ground Games Cup i jego sławetnym błędem decyzyjnym w związku z akceptacją nieregulaminowych zmian. Być może. Tego już się nie dowiemy, przynajmniej na tej niebieskiej stronie.

Odcinek dziewiąty. Gdy zabrakło rozmówcy

Na tym jednak zmiany się nie skończyły. I tu moglibyśmy wstawić słynny mem zmieszanego Travolty z Pulp Fiction albo pana w niebieskiej kurtce broniącego Jasnej Góry przed najeźdźcami bo… W dziewiątym odcinku „Stanu Podziemia” nie pojawił się żaden rozmówca! Ludzie, przecież tu nikogo nie ma! No tak, zamiast kontynuować cykl zgodnie z jego podstawowym założeniem, materiał został w całości poświęcony krytyce innego turnieju. Niby potencjalny rozmówca nie miał czasu, ale przecież można było zrobić wywiad z kimś innym, no chyba że akurat kluczową rolę odgrywała tu chęć „omówienia” sytuacji w turnieju Vanguard Cup.

Być może redakcja uznała, że jest to temat, który wymaga komentarza. Być może był to moment, w którym cykl zaczął pełnić również funkcję publicystyczną, nie tylko wywiadową. A być może był to sygnał, że formuła, która miała należeć do społeczności, zaczyna ewoluować w coś innego.

Mail do dram, ale nie każda drama była równa

Warto przypomnieć jeszcze jeden fakt, który pokazuje, jak Superion od dłuższego czasu pozycjonuje się w środowisku. Redakcja uruchomiła nawet specjalny adres e-mail przeznaczony do zgłaszania dram i kontrowersji. Sam pomysł trudno krytykować — w teorii ma on służyć transparentności i umożliwić nagłaśnianie problemów, które dzieją się w podziemiu. Problem pojawia się wtedy, gdy cofniemy się o około rok. W centrum afery znalazła się wówczas organizacja z „Bykiem” w nazwie. Powód? Jej szef miał dopuścić się machlojki na kwotę 500 zł, pozbawiając własną drużynę należnych im środków. Sprawa szybko obiegła środowisko. Wywołała ogromne poruszenie i, co rzadkie, w pewnym sensie zjednoczyła podziemie — bo dla wielu była to po prostu sytuacja nie do obrony. I tutaj pojawia się pytanie: jaka była reakcja Superionu? Czy powstał obszerny materiał wyjaśniający, co dokładnie się wydarzyło? Czy redakcja, która była wówczas partnerem tej organizacji i publikowała z nią liczne, spersonalizowane treści, przedstawiła pełny obraz sytuacji? Czy oddano głos obu stronom, przeprowadzono wywiady, przeanalizowano sprawę krok po kroku?

Nie.

Pojawiła się jedynie krótka wzmianka o zakończeniu współpracy. Bez szerszego kontekstu. Bez szczegółów. Bez materiału, który tłumaczyłby społeczności, co właściwie się wydarzyło. I nie chodzi o to, by sugerować, że Superion ponosił jakąkolwiek odpowiedzialność za tamtą sytuację. Nie ponosił. Chodzi o coś innego, o konsekwencję. Bo skoro istnieje specjalny mail do zgłaszania dram, skoro buduje się wizerunek medium, które patrzy scenie na ręce, to naturalnym oczekiwaniem jest, że ta gotowość do działania będzie obecna zawsze. Nie tylko wtedy, gdy temat jest wygodny. Nie tylko wtedy, gdy nie dotyczy własnych partnerów.

My również nie zawsze podejmowaliśmy idealne decyzje. Potrafiliśmy jednak publicznie skrytykować Saganka. Potrafiliśmy zmierzyć się z reakcją po naszej decyzji o obronie Cytryna, mimo że był naszym partnerem.

Bo wiarygodność nie buduje się wtedy, gdy jest łatwo. Buduje się ją wtedy, gdy jest niewygodnie.

Każdy powinien mieć prawo do odpowiedzi

Żeby jednak zachować uczciwość, trzeba powiedzieć jasno — my również nie jesteśmy święci. Poruszaliśmy trudne tematy, publikowaliśmy niewygodne materiały i nie zawsze spotykało się to z pozytywną reakcją. Mimo to staraliśmy się trzymać jednej zasady: dać możliwość wypowiedzi każdej stronie.

Taką szansę dostali Husarz, Kyzez czy Lerty. Nawet Kalinho udzielił wywiadu, który później sam zdecydował się wycofać — i była to jego decyzja, którą uszanowaliśmy. Dlatego trudno nie zadać prostego pytania: skoro dirox odpowiedział według nich zbyt krótko, to czy naprawdę nie dało się po prostu poprosić go o rozwinięcie? Dopytać? Dać mu szansę powiedzieć więcej?

Zamiast tego wybrano najprostsze rozwiązanie — zmianę rozmówcy.

Być może chodziło wyłącznie o poziom odpowiedzi. A być może zadziałała stara, dobrze znana zasada, że jednak koszula bywa bliższa ciału…

Stan Podziemia dziś. Ten sam cykl czy już nowy rozdział?

Dziś „Stan Podziemia” nadal funkcjonuje. Pojawiają się kolejne publikacje, a z zewnątrz wszystko wydaje się działać. Pozostaje jednak pytanie, które trudno zignorować. Na ile „Stan Podziemia” nadal jest oddolnym głosem środowiska, a na ile stał się formatem prowadzonym już w pełni według redakcyjnego kierunku? Nie wiemy, co dokładnie wydarzyło się za kulisami. Ale można się domyślać, że moment, w którym przerwano ciągłość, był jednym z najważniejszych punktów zwrotnych w historii tego cyklu.