Underground CS2

Ostrzegaliśmy – Feather Cup z kolejną dramą, tym razem próba skorumpowania jednego z administratorów

Feather Cup z kolejną dramą? Z naszych źródeł wynika, że tym razem nastąpiła próba skorumpowania jednego z administratorów turnieju.

Druga edycja Feather Cup dopiero co wystartowała, a już zdążyła wylądować w centrum kolejnej dramy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że turniej przyciąga kontrowersje niczym magnes i to od samego początku jego istnienia. Po wcześniejszych zarzutach o matchfixing, finalnym zbanowaniu kilku graczy, późniejszym skandalu z cheaterami w administracji, teraz przyszła pora na coś jeszcze grubszego.

O co poszło?

Tym razem na świeczniku znalazł się saganek, postać, której raczej nie trzeba przedstawiać tym, którzy śledzą podziemną scenę. Obecny (a może już były?) CEO GV Esports, po raz kolejny pojawił się w niechlubnym kontekście. Według doniesień oraz oświadczenia opublikowanego przez Feather Cup, miał on przekupywać członków administracji Feather Cup (a przede wszystkim Kyzeza) aby uzyskać korzystne decyzje dla swojej organizacji, poprawę nadszarpniętego PR-u. Ogólnie mówiąc: Saganek proponował fruchty za wysokie stołki w całym przedsięwzięciu. Choć szczegóły wciąż wypływają, to już sam fakt, że coś takiego miało miejsce, wystarczy, by na dobre podważyć reputację całego turnieju. Podobno sprawa była na finiszu, a sam Saganek witał się już z gąską… Ale osoba trzecia pokrzyżowała mu plany.

Gra o Tron: Feather Cup

Jakby całej tej afery było mało, kulisy Feather Cup coraz bardziej przypominają scenariusz z Gry o Tron, tylko że zamiast mieczy mamy Discorda, a zamiast królestwa – turniej, który ledwo trzyma się na nogach.

W centrum tego miniserialu pojawia się kolejny gracz – Tindun, znany szerzej jako Kyzez. Człowiek, który jeszcze niedawno był tylko skromnym helperem. Saganek twierdzi że Tindun już od dawna kuł pod Eoxem, licząc na wyższe stanowisko, lepsze wpływy i kto wie – może nawet na jakąś decyzyjność w strukturach Feather Cup?

Cała sytuacja brzmi jak absurd, ale w tym turnieju to już właściwie norma. Zamiast transparentnej administracji mamy wewnętrzne przepychanki, układy i zakulisowe sojusze, które bardziej przypominają rozgrywki polityczne niż esportowy projekt. I gdy jedni próbują ratować wizerunek turnieju, inni w tym samym czasie przeciągają dywan na swoją stronę, kopiąc się nawzajem pod stołem.

Tajemniczy Helper

Warto też dodać, że w oficjalnym oświadczeniu Feather Cup pojawiło się enigmatyczne odniesienie do jednego z helperów, który miał brać udział w nieczystych działaniach. Organizatorzy jednak nie mieli odwagi napisać tego wprost. Wszyscy jednak dobrze wiedzą, że chodziło o Tinduna. A skąd ta zmiana nicku? Powód jest raczej prosty. Oświadczenie zielonych

Oświadczenie zielonych w kwestii bana dla Kyzeza

To właśnie on miał dogadywać się z Sagankiem, tworząc duet, który w kuluarach turnieju miał kręcić przysłowiowe lody. 
Tindun miał według Saganka próbować wykorzystać sytuację, by wybić się wyżej i pozbyć się niewygodnych osób z zarządu. Planował, kalkulował i rozgrywał ludzi, jakby Feather Cup było jego prywatną grą strategiczną.

Na ostatniej prostej jednak sam się wywalił – z hukiem i w atmosferze kompletnego skandalu. Ale fakt, że ktoś w ogóle był w stanie planować eliminowanie własnych kolegów z administracji tylko po to, by dopchać się do władzy, naprawdę napawa dreszczem.

Trudno o lepszy symbol tego, co dzieje się za kulisami Feather Cup. Turnieju, który miał łączyć scenę, a stał się pokazem: ego, układów i małej, esportowej polityki.

Polskie Outsiders – bany poszły ale chłopaki mogą grać dalej, tylko pod inną nazwą

I tu dochodzimy do najciekawszej części tej sprawy. Owszem, bany zostały nałożone. GV Esports oficjalnie wyleciało z turnieju, a saganek po raz kolejny ma powód, by milczeć w sieci. Ale jak to bywa w świecie esportu – co się odwlecze, to nie uciecze.

Zawodnicy tej samej drużyny po prostu… Wystartowali dalej tylko pod nową nazwą. Tak, dobrze czytacie. Formalnie bany są nałożone, ale faktycznie niewiele się zmieniło. Koniec końców, wychodzi na to, że zbanowane zostały koszulki GV-esports i sam CEO Saganek. Czy zawodnicy wiedzieli o tym, co wyczynia ich zarząd? Nie wiadomo i tego się już nie dowiemy. Może lepiej byłoby chuchać na zimne i sprzątnąć wszystkich delikwentów za jednym razem? No tak, ale kto by wtedy zagrał w półfinale turnieju…

Czekanie na decyzję zarządu – zbyt długie milczenie

Gdy informacje o próbie przekupstwa zaczęły krążyć wśród graczy i społeczności, większość spodziewała się szybkiej reakcji ze strony organizatorów Feather Cup. Niestety kolejny raz trzeba było czekać zbyt długo. Decyzja o nałożeniu bana na GV Esports pojawiła się dopiero po kilku dniach.

Ten brak natychmiastowej reakcji tylko wzmocnił przekonanie, że organizacja turnieju nie panuje nad własnym wydarzeniem. Kiedy drama zaczęła się pomału rozlewać po sieci, dopiero wtedy podjęto decyzję. Wyglądało to trochę tak, jak gaszenie pożaru po fakcie.

Oświadczenie CEO LertyArea na discordzie Feather Cup

Saganek – postać, którą trudno pominąć

Nie ma co ukrywać: saganek to nick, który w ostatnich czasach przewija się na naszej rodzimej scenie wyjątkowo często – niestety, zazwyczaj w negatywnym kontekście. Człowiek, który teoretycznie miał być liderem i twarzą organizacji, coraz bardziej staje się symbolem tego, jak nie powinno się prowadzić drużyny esportowej. W środowisku nie brakuje opinii, że jego działania szkodzą nie tylko jego organizacji, ale i całemu wizerunkowi sceny. Powiedzmy sobie też jasno – groźby których dopuszczał się wobec zgonna powinny mieć swój finał w sądzie.

Źródła : Feather Cup, Profil X ex-Clutch Masters Community